Adding the modal overlay screen makes the dialog look more prominent because it dims out the page content.

Park Narodowy Taman Negara

Taman Negara to drugi park narodowy odwiedzany przez nas w Malezji. Zarówno Bako, jak i Taman Negara, to skrawek prawdziwej dżungli, która ocalała mimo niszczycielskich zapędów człowieka, by każdy skrawek lądu przekształcić w dochodową plantację palm olejowych.

Park Narodowy Taman Negara znajduje się na Półwyspie Malajskim i jest uważany za najstarszy las deszczowy na ziemi, o historii liczącej 130 milionów lat. Smaczka wyprawie dodaje fakt, że do parku dostać się mamy po niemal trzygodzinnym rejsie łodzią motorową. Płyniemy zatem i jest to tak relaksująca podróż, że rezygnujemy z możliwości pokonania tej samej drogi z powrotem autobusem i trzy dni później ponownie wsiadamy do niewygodnej łodzi. Nim jednak to nastąpi, spotykamy się z dżunglą w wydaniu malezyjskim. Gdy nasz rejs dobiega końca z zaskoczeniem oglądamy osadę, do której przybiliśmy. Nie jest to, jak w Bako, skupisko domków pośrodku dżungli, ale prosperujący biznes z przystanią łodzi, kilkoma dość obskurnymi restauracjami na wodzie i transportem samochodowym! Dżip zabiera nas na wykupiony wcześniej nocleg w Taman Negara Resort, który okazuje się sennym o tej porze roku, lecz najzwyklejszym ośrodkiem wypoczynkowym! Trochę jesteśmy rozczarowane takim obrotem sprawy, podobnie jak posiłkami w typowo malezyjskim stylu, czyli zimną jajecznicą czekającą na gości od rana na talerzach, kawą z dodatkiem tak mocno słodzonego mleka, że na samo wspomnienie mam mdłości i kurczakiem „tysiąca smaków” z ryżem, na który już po tygodniu pobytu w Malezji nie mogłam patrzeć. Grunt to zobaczyć w tej sytuacji coś pozytywnego. Aby to dojrzeć musiałyśmy poczekać do zmroku, na zaplanowany wieczorny spacer po dżungli. Zapewniano nas, że jest to „very intresting”, bo „you’ll see a lot of insects”. Taki opis brzmiał mało zachęcająco, a jednak… Nocna wycieczka do dżungli z przewodnikiem to strzał w dziesiątkę. Po pierwsze, dowiedziałyśmy się jak wiele wokół nas jest stworzeń, których w ogóle nie zauważyłybyśmy idąc same. Może dobrze…biorąc pod uwagę, że chodzi o pająki wielkości dłoni, węże leżące na liściach czy gigantyczne mrówki. Po drugie, jesteśmy zachwycone tym, co dane nam było zobaczyć. Wielkim patyczakiem upodabniającym się do gałązek tak bardzo, że nawet patrząc na niego w pierwszej chwili go nie widzimy. Fosforyzującym w ciemności skorpionem, który wychodzi nam na spotkanie ze swej ziemnej norki. Leżącym pod liściem myszojeleniem, którego udaje nam się wypatrzeć wśród zieleni.

Następnego dnia pora na trzygodzinny spacer po dżungli. Przewodnik zaczyna galopem biec pod stromą górę, wycieczka ledwo za nim nadąża. Trafiamy do punktu widokowego, z którego widać… drzewa, bo co innego spodziewaliśmy się zobaczyć w dżungli? Atrakcją tego dnia jest Canopy Walk, spacer wiszącymi mostami w koronach drzew. Jadąc do Taman Negara sądziłam, że będzie to bliskie spotkanie z przyrodą, bardziej jednak przypomina zabawę w parku linowym. Mimo wysokości adrenalina trochę mniejsza, niż się tego spodziewałam. Zdecydowanie zaś największą atrakcją tego dnia jest wizyta w osadzie ludu Orang Asli – pierwotnych mieszkańców malajskiej dżungli. To koczownicze plemię nigdy nie przyjęło do końca zdobyczy cywilizacji, mimo licznych zachęt oferowanych mu przez rząd. Dzieci nie chodzą do szkoły, lecz razem z rodzicami żyją w dżungli, polując na zwierzęta, ryby, zbierając owoce i żyjąc sobie tylko znanym rytmem lasu. Wszystko, co potrzebne, zapewnia im dżungla. Do polowań Orang Asli używają dmuchawek. Poznajmy ich budowę, a później uczestniczymy w pokazie mordowania z dmuchawki pluszowego misia. Ludzie z plemienia, choć pozwolili nam na odwiedziny, nie nawiązują łatwo kontaktu. Orang Asli są przecież dla nas atrakcją turystyczną, z czym czuję się dosyć nieswojo. Na szczęście pod koniec wizyty pięknie uśmiecha się do mnie mały chłopczyk dając do zrozumienia, że też dobrze się bawił oglądając nas.

Trzydniową wycieczkę do Taman Negara podsumowałabym tak, że z pewnością warto tam pojechać na dłużej i pójść z przewodnikiem w dżunglę na kilka dni. Wówczas miałoby się okazję poznać lepiej tę krainę drzew i spotkać zamieszkujące ją zwierzęta. Zlepek atrakcji przygotowanych dla turystów w ramach pakietu mało ma wspólnego z dżunglą, ma zabawić w ściśle wyznaczonych godzinach. W porównaniu z Bako na Borneo z jego bogactwem zwierząt, widokowo zjawiskowymi szlakami pieszymi i odcięciem od cywilizacji Taman Negara wypada po prostu blado. A może słuszniej byłoby powiedzieć - typowy pakiet dla turystów wypada blado. Dżungli widziałyśmy bowiem niewiele.

 

marzec 2016

Australia Austria Brazylia Brunei Cypr Czechy Egipt Estonia Francja Grecja Hiszpania Holandia Indie Litwa Łotwa Malezja Malta Nepal Niemcy Nowa Zelandia Norwegia Słowacja Słowenia Szwecja Wielka Brytania Włochy