Adding the modal overlay screen makes the dialog look more prominent because it dims out the page content.

Rio de Janeiro - miasto

„Lecę do Rio de Janeiro” – nigdy wcześniej żadne wypowiadane przeze mnie zdanie nie wywoływało takiej konsternacji na twarzach rozmówców. Co tam Stany, Nepal, nawet Nowa Zelandia – to właśnie „Rio de Janeiro” okazało się synonimem egzotyki, niespełnionego snu o odległym świecie, którego nigdy nie zobaczymy na własne oczy.

Sen to tak nierealny, że mało kogo stać było na komentarz „super!” czy pytanie „kiedy?”. Zwykle padało pytanie „po co?”, które z kolei w konsternację wprawiało mnie. Po co lecieć do Rio de Janeiro??? Przychodzi mi do głowy tysiąc powodów, ale jeden jest zawsze najważniejszy – żeby zobaczyć jakie Rio jest naprawdę.

Pierwsze, co kojarzy się z brazylijską metropolią, to najsłynniejsze na świecie plaże: Copacabana i Ipanema. Od nich ja i moja towarzyszka Kasia rozpoczęłyśmy zwiedzanie. Przemierzyłyśmy wiele kilometrów wygodnymi deptakami wzdłuż obu, sąsiadujących ze sobą plaż. Wypiłyśmy obowiązkową caipirinhę, zwróciłyśmy uwagę na niesłychanie liczne posterunki policji i straży miejskiej, jeszcze bardziej naszą uwagę przykuli jednak przystojni Brazylijczycy grający w siatkówkę plażową ;) W upale gasiłyśmy pragnienie sokiem pitym wprost z orzecha kokosowego, a już absolutnym hitem okazało się niezapomniane pre-party zorganizowane przez fanów Pearl Jam w barze przy Copacabanie w przeddzień koncertu. Krótki spontaniczny wyjazd do Brazylii powodowany był bowiem miłością do Pearl Jam, jego kulminację stanowił zatem koncert amerykańskiej grupy na słynnym stadionie Maracana. Ponad 50.000 ludzi uśmiechających się porozumiewawczo do siebie, skaczących i tańczących przez całe 3 godziny występu, śpiewających wszystkie teksty, choć na ulicy z mało kim porozmawiać można po angielsku – tego wrażenia nie można opisać słowami. Na pewno był to mój koncert życia.

Wracając jednak do Rio – ze słynnej Głowy Cukru, na którą wjeżdża się dwuetapowo kolejką, podziwiać można wspaniałą panoramę miasta. Widząc metropolię rozłożoną wśród zielonych wzgórz schodzących wprost do Oceanu Atlantyckiego trudno zaprzeczyć, że Rio należy do najpiękniej położonych miast świata. Same Copacabana i Ipanema to kilometry pięknego piasku, obok którego zbudowano szerokie alejki dla biegaczy, rowerzystów, skaterów, czy też zwykłych spacerowiczów. Przy szerokich alejach stoją zaś niezliczone hotele, zwykle wielopiętrowe. Dla mnie nie jest to raj na ziemi, a od betonu przy plaży wolę polskie sosnowe lasy. Jak na wielkie miasto – jest to jednak miejsce wyjątkowe.

W hotelowych popularnych dzielnicach jest dość europejsko i tylko owoce w sklepach wskazują, że znalazłyśmy się w zupełnie innej strefie klimatycznej. Wzięłyśmy sobie za punkt honoru spróbowanie co dziwniejszych smakołyków- piłyśmy zatem sok z capuacu i fruta de Conde, zajadałyśmy także caju :) Na ulicach zachwycały nas przepiękne kwitnące drzewa. Po powrocie odkryłyśmy, że cud przyrody, który zwrócił naszą uwagę, to czerpnia gujańska. Co krok spotykałyśmy też drzewa chlebowca, o charakterystycznych dużych owocach. 

Na liście punktów obowiązkowych jak każdy turysta miałyśmy również wyjazd kolejką pod posąg Chrystusa Zbawiciela. Wyjechałyśmy zatem na wzgórze Corcovado i zrobiłyśmy bardzo nietypowe zdjęcia słynnego miejsca…tonącego we mgle. Niestety, tym razem z pięknej panoramy były nici. Udało nam się za to przy pięknej pogodzie zwiedzić zjawiskowy ogród botaniczny, skąd zdjęcia znajdziesz tutaj: http://www.dreamer.pl/page/302. 

Rzuciłyśmy też okiem na Stare Miasto z kolonialną zabudową, ta dzielnica w wolnym dniu i przy częściowo opustoszałych ulicach wydawała nam się jednak dużo mniej przyjazna niż turystyczna Copacabana.

20-23 listopada 2015

Australia Austria Brazylia Brunei Cypr Czechy Egipt Estonia Francja Grecja Hiszpania Holandia Indie Litwa Łotwa Malezja Malta Nepal Niemcy Nowa Zelandia Norwegia Słowacja Słowenia Szwecja Wielka Brytania Włochy